Po pierwsze nie szkodzić

RECEEEEAGATAI DAREKAGATAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA

 

„On nie weźmie ślubu po raz drugi, zawsze tak mówił. Bo już raz się sparzył i mówił, że dla miłości nie jest najważniejszy ślub, tylko po prostu by ludzie byli razem”  - mówi Agata M. podczas wizji lokalnej, już rok po wszystkim, rok po zamordowaniu żony swojego kochanka – bo za taki zarzut kobieta usłyszała wyrok 25 lat pozbawienia wolności.

Jest rok 1996 rok, Agata M.  pracuje jako lekarz w podstacji pogotowia ratunkowego. Miła, pomocna – mówią koledzy z pracy. Już dawno wiedziała, że chce być lekarzem, miała tylko jedną przypadłość, która mogła ją dyskwalifikować – (do tego przyzna się kilkanaście lat później pisarce Katarzynie Bondzie) – strasznie pociły jej się ręce:  „Kiedy kogoś poznawałam i musiałam podać dłoń, a chciałam dobrze wypaść, ta natychmiast była mokra. Kiedykolwiek musiałam coś szybko zrobić, napisać – dłonie momentalnie spływały wodą”*. Los okazuje się dla niej łaskawy, bo gdy tylko staje przed zwłokami w prosektorium, gdy tylko jedzie na wypadek, musi reanimować, ratować, gdy tylko widzi krew i wie, że może pomóc  - jej dłonie są suche. Od dziecka chciała być chirurgiem, bez wstrętu kroiła żaby, by uczyć się anatomii, po latach w podobny sposób uczy się już anatomii człowieka. A zwłok się nie boi, bo przecież nic jej nie mogą zrobić. Zostaje lekarzem pogotowia ratunkowego, to dla niej wymarzona praca, ma w sobie energię i szuka nowych wyzwań, chce się uczyć, najlepiej od tych doświadczonych. W końcu każdy musi znaleźć swojego mistrza.

Marek Ch. ** jest już uznanym lekarzem, ma ponad 30 lat, ale jako lekarz pogotowia może uczyć innych zawodu, bo sam jest niezawodny – mówi o nim personel. Mówi tak o nim Agata. To guru w środowisku lekarskim, nie dość, że jest świetnym specjalistą, a tych jak na lekarstwo, to jeszcze przystojny. Zachwyty personelu nie gasną, Agata coraz bardziej przybliża się do doktora. Chce się od niego uczyć nie tylko fachu. Spotykają się coraz częściej, ale tylko u niej w wynajmowanym mieszkaniu. U niego jest dość ciasno, mieszka w końcu z teściową, 3 letnim dzieckiem i młodszą od siebie żoną, na którą ciągle narzeka. A przynajmniej narzeka Agacie, mówi, że nie jest szczęśliwy, a żona ciągle siedzi w domu i nie pracuje. Nie podziela tez jego pasji, w końcu lekarza najlepiej zrozumie tylko … inny lekarz. Lekarski romans trwa w najlepsze, w ukryciu, bo w pogotowiu nie ma co się afiszować, chociaż ludzie i tak plotkują. „Wiedziałam, że są razem, spotykali się, coś miedzy nimi ewidentnie iskrzyło” – zezna potem jedna z pracownic pogotowia ratunkowego. Ale personel się tym nie zajmuje nic im do tego. Dziwią się tylko znajomi Agaty, bo gdy tylko tajemniczy lekarz do niej przychodzi, wyrzuca ich z domu. Nikt ich nie może zobaczyć, w końcu dla żonatego lekarza nie wskazany jest skandal.

Agnieszka Ch. *** ma urodę bardzo dziewczęcą, wręcz dziecinną. Ciemne włosy i niewinna twarz odzwierciedla jej wnętrze –  jest trochę naiwna, ale kocha go, on jej imponuje – tak mówi o jej związku ze starszym od niej lekarzem jej ciotka. Sama nie pracuje, jest młoda, wychowuje dziecko, może faktycznie brakuje jej rozrywek,  a mąż ciągle poza domem. Agnieszka wyjeżdża często do ciotki do Londynu, by odpocząć, by przemyśleć. „Mówiło się, że kogoś tam poznała, że była kimś zauroczona, może nawet chciała się rozwieść?” – wspominają dziennikarze. Ale na drodze do rozwodu stała przecież 3 letnia Adria, córka obojga. Chociaż… nie tylko ona.

Październikowy poranek, jakoś około 10 rano w mieszkaniu Agnieszki i Marka dzwoni domofon, dzwoni zresztą już kolejny raz. Czy naprawdę ktoś nie może spać? Agnieszka ledwo zwleka się z łóżka, mąż jakiś czas temu wyszedł  do pracy. Ale trzeba nakarmić i ubrać córkę, na szczęście jest w domu teściowa to chociaż trochę pomaga. Domofon dzwoni uporczywie, dziewczyna więc go odbiera…. Co się dzieje dalej? W tym momencie historia Agnieszki jest już opisywana przez innych ludzi, Agnieszki już w tym momencie nie ma, nikt do końca nie jest w stanie powiedzieć jak ta historia dokładnie wyglądała. Bo jedni wypierają te zdarzenia, inni milczą, albo udają przed sobą samym, że doskonale znają jej przebieg. Dalsza opowieść od momentu odebrania domofonu jest relacją świadków, biegłych, policji, prokuratury, sądu i skazanych, których wersje różnią się od siebie.

„Powiedziałam jej, że chce porozmawiać, powiedziałam, że nasza znajomość jest bardziej niż przyjacielska. Ona zapytała „jest Pani kochanką”, ja mówię „no tak” – mówi Agata M, która sama przyznaje, że wywabiła Agnieszkę z domu. Miała już dość, chciała jej powiedzieć prawdę, że ma romans z doktorem, że ma romans z jej mężem, a to jej nie wystarcza, oboje chcą czegoś poważniejszego. A  czegoś poważniejszego nie można stworzyć będąc tą drugą. Chciała tylko porozmawiać, po co? Nie umie odpowiedzieć na to pytanie.  „W sumie ona mówi: „ja mam dziecko na górze”, tak się zawahała, no ale potem wsiadła, jeszcze przez chwilę się zastanawiała wsiąść nie wsiąść, no ale potem wsiadła”. Agnieszka wsiadła do żółtego fiata 126 p, wówczas słynnego malucha, jakich pełno było na ulicach. Kobiety pojechały w stronę cmentarza, by spokojnie porozmawiać, czemu tam? Nie wiadomo. Ale atmosfera tego miejsca jest odpowiednia do tej mrocznej historii. Za Agatą jechał swoim wojskowym autem jej dawny znajomy z żagli Darek. Specyficzny typ, niezbyt inteligentny, ale miał u Agaty dług do spłacenia.

Darek, lekko przypakowany, raczej typ dresiarza, na pewno nie intelektualisty, wysportowany w końcu pracuje na basenie jako ratownik wodny. Agatę poznał kilka lat temu na obozie żeglarskim, byli kumplami, to jego jedynego znała Agata gdy przeniosła się z małego, rodzinnego miasteczka do Wrocławia. Był więc dla niej tym zaufanym – „no bo komu ona miała powierzyć to morderstwo, no kto miał jej pomóc? Koleżanki z pracy? No wie Pani, poznała silnego mężczyznę, którego łatwo jest przekupić, poza tym znała jego dziewczynę, no to mogła mieć na niego jakieś haki. Ja nie wiem, ale on mi wyglądał naprawdę na takiego prostego, a ona to była taką toksyczną osobą, no mówię Pani, ja bym nie chciał mieć takiej znajomej. Jak tylko się coś jej powiedziało, co nie było po jej myśli, to zachowywała się opryskliwie, pogardliwie, ona nie dopuszczała, by ktoś się z nią nie zgadzał. Zresztą wie Pani, no tak ją rodzice wychowali, bo to jedynaczka, dawali jej kasę, wszystko za nią załatwiali i ona pewnie myślała, że może robić wszystko co jej się podoba czy to dobre czy złe, bo oni i tak będą stali za nią murem. No okropne, powiem Pani, bo ona ich też zmanipulowała” – mówi mi policjant, który przesłuchiwał i Agatę i Darka. Ratownik dostał od Agaty pieniądze, jak zeznał  to ona nakazała mu już wcześniej zlikwidować żonę swojego kochanka lekarza. Darek powiedział, że „zna Ruskich, to się tym zajmą”. Kasę wziął i ani po nim ani po ruskich nie było śladu, a Agnieszce nie spadł włos z głowy. Darek kupił sobie wojskowe auto i niespecjalnie przejmował się tym, że oszukał Agatę. „Wie Pani, no on chciał kasę, a poza tym też pewnie myślał, że ją zaliczy, no ona do trudnych nie należała. Co prawda on miał  tam jakąś dziewczynę, chyba nawet narzeczoną, no ale co z tego. To jest taki, no wie Pani, prosto myślący człowiek, co myśli od razu mówi, ale przekręty różne zna to wiadomo, no a jak poczuł łatwą kasę no to się skusił, ale on ją chciał wykiwać ” – wyznaje mi ten sam policjant. W całą akcję z wywabieniem Agnieszki z domu Darek jak twierdzi został wrobiony, bo Agata już miała dość jego obiecanek bez pokrycia. Przyjechała do niego pod dom i kazała mu jechać za nią. Spotkali się na cmentarzu.

„Co się naprawdę stało na cmentarzu, no to tego na pewno nie wie nikt. Kto zabił, Agata czy Darek, kto udusił, a kto zacisnął pasek na szyi ofiary to tego do dziś nie wiadomo” – twierdzi dziennikarka, która zajmowała się tą sprawą . „Nie, Agaty tam nie było, bo ona odjechała z tego cmentarza, no a poza tym no jak Pani sobie wyobraża by o 10 rano w biały dzień przy cmentarzu, gdzie tramwaje jeżdżą non stop i doskonale widać to miejsce – wiem, bo sam sprawdzałem! To jak Pani sobie wyobraża by tam kogoś zabić i to jeszcze ja bym zrozumiał, gdyby to miała być zbrodnia w afekcie, a jak oni jej zarzucają, że to była akcja zaplanowana, to naprawdę mógł zrobić tylko ktoś niespełna rozumu” – w winę Agaty do dziś nie wierzy jej obrońca, który zajął się tą sprawą, bo poprosili go o to rodzice Agaty. Od samego początku czuł, że to będzie sprawa jego życia, bo takie sytuacje rzadko się zdarzają  – ” to nie chodzi o to, że morderstwo, bo takich to mam pełno, ale tutaj był takie wątpliwości, przecież jak ten ratownik, swoją drogą powiem Pani, no podejrzany strasznie typ, Pani wie, że on miał broń rosyjską u siebie, w aucie woził i policja nic mu nie zrobiła, chociaż go sprawdzali, ja mam swoją teorię, że on był agentem służ specjalnych, no ale zostawmy to. Także ratownik mówi znajomemu policjantowi na basenie, że wie gdzie są zwłoki Agnieszki, policja tam jedzie sprawdza są faktycznie, po 5 miesiącach w stanie totalnego rozkładu, sam szkielet został i tylko czaszka. To ja Pani powiem, że to jest niemożliwe, by te zwłoki leżały na tych terenach wodonośnych. Przecież tam mnóstwo ludzi chodzi, z psami, biegają też bo tam jest taka grupa joggingowa no i wędkarze przecież ryby łowią, to ja sam znam te miejsca, tez tam łowię, no niemożliwe, by tych zwłok tam nikt nie zauważył. No i to pozostanie zadrą do końca mojego życia, że nie udało mi się przeforsować sądowej wizji lokalnej, bo policyjna to co innego, ale sądowej. Bo gdyby wtedy się okazało, że te zwłoki tam nie mogły leżeć, że nie mogły tam być, no to halo, to burzy nam się cała konstrukcja” . Mecenas przyznaje, że o Agatę walczył w sądzie jak lew, ba! nawet z kolegami prokuratorami przy wódce potrafił się o nią  wykłócać, bo wierzył i wierzy w jej niewinność. „Mecenas wierzy, a ja wiem, wiem, że to nie ona zrobiła” – mówi niespodziewanie kapelan więzienny podczas ostatniego już procesu w Sądzie Apelacyjnym. I dodaje: „nie mogę jednak nic więcej już powiedzieć, bo obowiązuje mnie tajemnica spowiedzi”. Zeznaje w sądzie jako świadek, ale przez brak jakichkolwiek dowodów zeznania kapelana nie są w ogóle brane pod uwagę. „No niech mnie Pani nie rozśmiesza, że jakiś kapelan, czy mecenas tej z krzywą szczęką nadal bronią! Przecież ona z nimi wszystkimi sypiała jak popadnie. Kapelana zbajerowała, a mecenas tez stary a głupi dał się nabrać. Ja Pani powiem, że rzadko mi się to zdarza, ale ja w tym wypadku nie miałem żadnych wątpliwości, ze na ławie oskarżonych zasiadają odpowiednie osoby. To największa manipulatorką, która udawała, że mdleje w sądzie, że taka jest biedna, a zabiła z zimną krwią i ja uważam, ze i tak jak dla lekarki 25 lat za taką zbrodnię to naprawdę mało” – wyznaje jeden z biegłych, który doskonale pamięta tę sprawę. „Ona nie zrobiła tego, ja to wiem, nie od niej, bo wie Pani skazani kłamią często, ja to wiem od osoby innej, która mi się przyznała, że jest winna. Agata to była taka osoba bardzo dobra, przynajmniej ja ją taką poznałem w Zakładzie Karnym i ja nawet powiem Pani, że ona miała dystans do mężczyzn, naprawdę” – „Niektórzy mówią, że ksiądz miał z nią romans… -”No tak, najłatwiej zniszczyć, zdeptać, jak się kogoś broni, to najłatwiej, nie miałem żadnego romansu, ja po prostu znam prawdę, a najgorsze jest to, że nie mogę tego nikomu wyznać”. Kapelan więzienny chodził na rozprawy Agaty, jak twierdzi z ciekawości, wierzył, że jego impulsywne, jak dodaje po latach wyznanie, że „ona jest niewinna” skłoni innych do poszukiwania prawdziwego mordercy, nie udało się. Kapelan dziś mówi, że podtrzymuje swoje słowa, ale wie też, że drugi raz by tej sytuacji nie powtórzył, bo nie warto.

W tej historii jest wiele różnych wątków, wiele też zaniedbań. Gdy odnalazły się zwłoki Agnieszki były problemy z ich identyfikacją. Mąż rozpoznał swą żonę tylko po kurtce, zresztą swojej kurtce, którą w pośpiechu Agnieszka narzuciła na siebie, gdy odebrała domofon. Można było zidentyfikować Agnieszkę jedynie po szczęce, ale dziwnym trafem dokumentacja szczęki zaginęła. Znalazła się w szufladzie jednego z biegłych podczas procesu, gdy obrońca Agaty wnosił o uniewinnienie z powodu braku tożsamości zwłok. 5 razy Agata stawała przed sądem, i po 7 latach od zbrodni została skazana już prawomocnie i ostatecznie na „ćwiarę” jak to mówią skazani, czyli jedyną  lepszy tylko od dożywocia karę.  Darek za współudział dostał 15 lat. Oboje wyszli warunkowo wcześniej, nie odbyli pełnej kary. Darek kilkakrotnie zmieniał swoje zeznania, zdarzyło mu się nawet powiedzieć, że jak wiózł zwłoki w swoim aucie, bo Agata kazała mu „coś z nimi zrobić”, to zwłoki nagle ożyły, kazały się wysadzić, a on pojechał dalej i w sumie to nie ma nic wspólnego z tą sprawą. Bywało, że się przyznawał do duszenia Agnieszki, a potem mówił, że wszystko to wina Agaty, bo ona to zaplanowała. Przecież nawet pobrała z pogotowia worek na zwłoki, mówiąc, że będzie jej potrzebny na suknię ślubną dla koleżanki. Agata nigdy nie przyznała się do winy, w trakcie przesłuchań nawet próbowała obarczać winą swojego kochanka Marka. Twierdziła, że on kazał wywabić jej z mieszkania jego żonę, że kazał ją zlikwidować, sugerowała niejednokrotnie, że lekarz i ratownik wodny się znają, że to ich sprawka – sąd jednak nigdy w to nie uwierzył.

„I co doszła Pani do wniosku, że ona jest niewinna, co?” – zapytała mnie dzisiaj jedna z dziennikarek radiowych. – „Nie wiem.., a Pani tak myśli?” – „No myślę, że tak, wie Pani, jak ten kochanek, lekarz przecież na rozprawy przychodził już jako oskarżyciel posiłkowy, już z kolejną kochanką, która w ogóle w ciąży była i patrzył jej szyderczo w twarz, no to wie Pani, ja myślę, że on mógł chcieć za jednym zamachem i żony się pozbyć i kochanki”….     – „Za dużo życia i zdrowia straciłam  na tę sprawę i powiem Pani jedno: nic się nie wyjaśni, dopóki żyją Ci co żyją” – mówi mi przez telefon wzburzonym i prawie zapłakanym głosem matka Agaty. Nie wiem, minęło prawie 20 lat od tej zbrodni, jak mówią niektórzy – zbrodni doskonałej, gdyby nie niecierpliwość Agaty, która nie chciała już dłużej czekać aż lekarz zostanie uznany za wdowca i kazała ujawnić zwłoki. „A gdyby poczekała – gdybają inni – to niech Pani pomyśli jaki paradoks, przecież niedługo po odnalezieniu zwłok, była powódź to nikt by tych zwłok nie znalazł, nikt by się nie dowiedział, no ale kto mógł powódź przewidzieć!”.

Agnieszka i Marek przysięgali sobie miłość w Kościele, „i że Cię nie opuszczę aż do śmierci”. Marek przysięgę złamał, wdał się romans, a nawet w nie jeden – takie chodzą plotki. Ale to nie jedyna przysięga, którą złamał. I Marek i Agata złożyli przecież przysięgę Hipokratesa, zobowiązali się  „po pierwsze nie szkodzić…”, zawsze ratować życie ludzkie i traktować je jako wartość najwyższą. „Jeżeli więc tej swojej przysięgi dochowam i jej nie naruszę, niech zyskam powodzenie i w życiu, i w sztuce, i sławę u wszystkich ludzi po wsze czasy; jeżeli zaś ją złamię i się jej sprzeniewierzę, niech mnie wszystko przeciwne dotknie” (cytat z „Przysięgi Hipokratesa”)

 

* cytat z książki „Polskie morderczynie” Katarzyny Bondy

** zmienione imię lekarza

***zmienione imię ofiary

link do programu „Telekurier nocą” , tam jako trzeci czyli od minuty 12.00 pojawia się mój 7 minutowy materiał, który opowiada tę historię – „Tajemnica spowiedzi”:

http://www.regionalna.tvp.pl/22242769/18102015

 

The following two tabs change content below.

Aleksandra M

Ostatnie wpisy Aleksandra M (zobacz wszystkie)

0 comments